Skąd się biorą słowa...

 

Kiedy co cztery lata wybieramy nowego burmistrza w naszej gminie lub kiedy załatwiamy urzędowe sprawy w ratuszu, nie zastanawiamy się, skąd pochodzą takie słowa jak burmistrz, gmina czy ratusz. Albo kiedy odstawiamy nasz zepsuty samochód do warsztatu, czy chowamy coś do szuflady.

Te słowa i bardzo wiele innych to germanizmy, czyli wyrazy zapożyczone z języka niemieckiego. Slawiści z uniwersytetu w Oldenburgu podają, że takich zapożyczonych z języka niemieckiego słów używanych w starej i współczesnej polszczyźnie jest blisko 2,4 tysiąca.

Proces zapożyczania słów z innych języków jest właściwie powszechny. Do języków napływa różnego rodzaju leksyka. Wpływ na to mają przemiany społeczne, gospodarcze i polityczne. Nie małą rolę w procesie zapożyczania słów odgrywała i nadal odgrywa moda. Weźmy tu za przykład choćby wpływy włoskie w okresie renesansu. Polacy – artyści, uczeni, kupcy - jeżdżący do Włoch i Włosi przyjeżdzający do Polski wzbogacili język polski np. o kalafior, kalarepę, karocę, makaron, sałatę i wiele innych słów włoskiego pochodzenia.

Ale wróćmy do języka niemieckiego i udajmy się na spacer po naszym mieście. Idziemy na rynek (der Ring) do ratusza (das Rathaus), gdzie urzęduje burmistrz (der Bürgermeister). Na placu (der Platz) oglądamy szyldy (das Schild) sklepów, a na jarmarku (der Jahrmarkt), gdzie kwitnie handel (der Handel) coś kupujemy. Potem idziemy do knajpy (die Kneipe). W mieście jest też szpital (das Spital). A kiedyś wzdłuż chodników były w naszym mieście rynsztoki (der Rinnstein).

A teraz zbudujmy dom albo zajrzyjmy do warsztatu (die Werkstatt) jakiegoś rzemieślnika. Do budowy domu potrzebujemy cegły (der Ziegel), a dach (das Dach) jest z blachy (das Blech). W domu jest wiele rur (das Rohr), a każda śruba (die Schraube) ma gwint (das Gewinde). W okna wstawiamy szyby (die Scheibe), do czego kiedyś potrzebny był także kit (der Kitt). Czasem okna mają tez lufciki (od die Luft). Murarz do pracy potrzebuje kielni (die Kelle) i szpachli (die Spachtel), a malarz pędzla (der Pinsel). Na budowie potrzebna też jest szufla (die Schaufel).

Rzemieślnik szlifuje (schleifen) i używa drutu (das Draht). Narzędzia trzyma w szufladzie (die Schublade), a w drzwiach swojego zakładu ma rygiel (der Riegel).

Skąd się wzięło tyle słów pochodzenia niemieckiego w języku polskim, szczególnie tych związanych z miastem i budownictwem? Łatwo to wyjaśnić: okres XIII – XVI wieku to czas, kiedy istniejącym i zakładanym miastom nadaje się statusy prawne oparte na prawie magdeburskim, tzn. prawie niemieckim.

Stąd także w słownictwie prawnym i kancelaryjnym znajdujemy sporo zapożyczeń z języka niemieckiego takich jak kanclerz (der Kanzler), wójt (der Vogt), mistrz (der Meister), stempel (der Stempel) weksel (der Wechsel) albo radzić (raten) czy drukować (drucken) i wiele, wiele innych.

A skąd się wzięło słówko „wihajster”? Od „wie heisst er?” ze znaczeniem „jak on się nazywa?“

Oprócz wyrazów ciekawe są także zapożyczania całych zwrotów i wyrażeń przy pomocy dosłownego tłumaczenia, tzw. kalki językowe. Nie zdajemy sobie pewnie sprawy, że np. zwrot „w międzyczasie” jest takim tłumaczeniem niemieckiego „in der Zwischenzeit”, albo „od przypadku do przypadku” to niemieckie „von Fall zu Fall”. Także „tu leży pies pogrzebany” jest frazeologicznym zapożyczeniem z niemieckiego „hier/da liegt der Hund begraben”.

A w drugą stronę? Czy język niemiecki zapożyczał też z polskiego? Owszem, ale znacznie rzadziej. Niemieckie „die Grenze” pochodzi od polskiej „granicy”, „die Gurke” to polski „ogórek”, „der Säbel” od polskiej szabli. Niemiecki „der Zeisig” wywodzi się od polskiego czyżyka, a „der Stieglitz”od szczygła.

Dzisiaj oddziaływań języka niemieckiego na język polski jest niewiele. Za to na oba języki znacznie wpływa język angielski. Pojawiają się nowe frazy zyskujące popularność dzięki reklamom i przede wszystkim nowym technologiom.

Warto uświadomić sobie, że w dzisiejszych czasach języki zmieniają się z dnia na dzień.

 

Joanna Rupp

Germanicus Gdynia

www.germanicus.pl

 

Wróć