Rama ta ma

Dwóch robotników krząta się na budowie w centrum Wiednia, zbierają narzędzia, zamiatają. Przechodzący turysta pyta z zaciekawieniem „Was tun Sie hier?” (co panowie tu robią?) „Rama ta ma” odpowiadają robotnicy. Turysta zdziwiony, zastanawia się, co to może znaczyć. Zna przecież dobrze niemiecki, kto wie, może nawet jest Niemcem, ale nic nie rozumie. Rama ta ma – co to może znaczyć? A może to nie jest po niemiecku? Jest po austriacku, a właściwie bardziej po wiedeńsku i znaczy tyle co „räumen tun wir” (sprzątamy) i pokazuje, że - jak mówił słynny wiedeński kabarecista Karl Farkas - Austriacy i Niemcy różnią się od siebie we wspólnym języku.

Różnic pomiędzy niemieckim a jego austriacką odmianą jest wiele. Bez wątpienia największe problemy występują w wymowie. Wydłużone samogłoski, wymowa „o” zamiast „a”, sporo naleciałości z węgierskiego i języków słowiańskich – to wszystko sprawia, że przez wielu cudzoziemców jest odbierany jako niemiecki „przyjazny dla ucha”. Co jest bardzo subiektywnym stwierdzeniem, bo w samych Niemczech jest wiele bardzo różnobrzmiących dialektów. Ale utarło się, że austriacki jest melodyjny (szczególnie ten wiedeński), a niemiecki niemiecki twardy i ostro brzmiący.

Różnice dotyczą nie mniej gramatyki i słownictwa, mimo, że Austriacy generalnie bardzo dobrze posługują się także niemieckim językiem standardowym, czyli Hochdeutschem.

Dla odwiedzających Austrię trudności zaczynają się już w restauracji. Menu w niczym nie przypomina niemieckiej karty. W Niemczech zamawiamy Filet, a w Austrii Lungenbraten (polędwica), w Niemczech Blumenkohl, a w Austrii Karfiol (kalafior), tu grüne Bohnen, tam Fisolen (fasolka), tu Kartoffeln, tam Erdäpfel (ziemniaki). Pomidor to w Niemczech Tomate, a w Austrii Paradeiser.

Co ciekawe, Austriacy są tak przywiązani do tych specyficznych nazw, że gdy Austria wstępowała do Unii Europejskiej, zapewnili sobie odpowiedni wpis do protokołu traktatu akcesyjnego dla 23 nazw artykułów spożywczych:

W słownictwie jest bardzo dużo różnic; z pewnością jest kilka tysięcy słów typowych dla austriackiego niemieckiego. A w brukselskim zbiorze danych zapisano ponad 4000 słów i zwrotów, po które urzędnicy i tłumacze unijni sięgają w przypadku problemów językowych między austriackim a niemieckim.

Dla miłośników niemieckich „derdiedas’ów” ciekawym będzie, że niemiecki der Joghurt w Austrii może być spokojnie das Joghurt, a czasem nawet die Joghurt; das Radio to bez ryzyka der Radio, a żeńskie w niemieckim die E-Mail i die SMS to bez problemu das E-Mail i das SMS. Takich przykładów jest więcej.

Austriacy używają jako najważniejszego czasu przeszłego Perfektu. Poza formą „ich war” Präteritum jest praktycznie nie stosowane i w języku mówionym brzmi obco. Czas zaprzeszły (Plusquamperfekt) tworzy się w oryginalny sposób, a mianowicie przy pomocy podwójnego Perfektu, np. „Ich habe es gelesen gehabt”, „Ich bin eingeschlafen gewesen”. To dotyczy głównie języka mówionego a nie jego formy pisemnej.

Bardzo ciekawe jest używanie czasownika pomocniczego „sein” w tworzeniu form Perfekt’u dla „sitzen”, „liegen” czy „stehen”. Niemiec powie „ Ich habe gestanden”, a Austriak (i Bawarczyk) „Ich bin gestanden”.
I dalej: gdy Niemiec mówi „größer als…”, Austriak powie „größer wie…”, a nawet „größer alswie..”

Austriacy są bardzo przywiązani do osobliwości swojego języka. To część ich tożsamości, której bardzo strzegą. Niemiec to dla Austriaków „Piefke”, co jest żartobliwym, ale i trochę obraźliwym, a w każdym razie lekceważącym określeniem zarozumiałych północnych Niemców, Prusaków. A język, jakim mówi Piefke, bywa nazywany „piefchinesisch”.

 

Joanna Rupp

Germanicus Gdynia

www.germanicus.pl

 

Wróć