Nie wszędzie po angielsku

 

Wakacje to doskonały moment nie tylko na podszlifowanie umiejętności językowych, ale i na sprawdzenie, czego nauczyliśmy się w ostatnim roku. Jadąc zagranicę, zakładamy, że dogadamy się wszędzie po angielsku, jednak nie jest to takie oczywiste i czasami warto odświeżyć znajomość innych języków. Nie jest tez oczywiste to, że wyjeżdżając do danego kraju będziemy mówili tylko i wyłącznie w jednym języku.

Języki w Europie (oznaczenie ISO 639, Wikipedia)


Spójrzmy na nasz kontynent. Wydawałoby się, że Europa jest pod względem językowym homogeniczna. Jednak w samej Unii Europejskiej mamy 23 oficjalnie zarejestrowane języki, 60 języków regionalnych i języków mniejszości narodowych plus rzeszę tych, którymi posługują się społeczności imigranckie (zazwyczaj kompilacja dwóch, trzech języków, zapożyczająca i mieszająca słowa i gramatykę). 54% mieszkańców Europy posługuje się jednym językiem obcym, 25% dwoma, a 10% zna ich aż trzy.

1. Wielka Brytania i Irlandia – angielski rządzi, ale… Uwaga na przeróżne akcenty, czasami kompletnie różną leksykę, inną intonację czy skracanie lub wydłużanie samogłosek. Niestety mieszkańcy tych krajów wymieniani są pośród tych, którzy najrzadziej znają inny język niż własny, ale jeśli już chcemy porozmawiać nie po angielsku, wybierzmy francuski, bo francuskiego Brytyjczycy i Irlandczycy uczą się w szkołach najczęściej.

2. Belgia – językowy miszmasz. Podzielona jest na strefę francuską (walońską) i flamandzką, więc dla przykładu w Brukseli bez problemu dogadamy się po francusku, ale w Antwerpii może z tym być problem. W stolicy, która przecież jest ‘stolicą’ Unii Europejskiej, ze zdziwieniem zaobserwowałam, że trudno skomunikować się po angielsku i kelnerzy, sklepikarze, obsługa muzealna mają często problem ze zrozumieniem nawet prostych fraz po angielsku. Czasami wręcz spotykałam się z wrogim nastawieniem do anglojęzycznych turystów, mówiących szybko i dla brukselczyków niezrozumiale. Natomiast w części flamandzkiej (np. Antwerpia, Gandawa) mieszkańcy bez problemu posługują się angielskim i są znacznie przyjaźniej nastawieni do tego języka. Ciekawostką jest to, że istnieje jeszcze wspólnota niemieckojęzyczna, należąca terytorialnie do Belgii walońskiej, ale z własną administracją i prezydentem (czyli przewodniczącym autonomii).

3. Szwajcaria – aż cztery języki urzędowe! To niemiecki, francuski, włoski oraz romansz (retoromański), więc język wykładowy w szkołach publicznych zależy po prostu o tego, w jakim kantonie (takim polskim województwie) mieszkamy. I tak w Bernie mówimy po niemiecku, a w kantonie Gryzonia (tak, tak, to nie pomyłka!) po romanszku (choć tutaj istnieją też miniregiony dwujęzyczne). Na uniwersytetach językiem wykładowym jest już tylko niemiecki lub francuski, ale każdy absolwent musi znać przynajmniej trzy języki. Raczej nie ma problemu, żeby dogadać się po angielsku, chociaż mam wrażenie, że przychodzi to Szwajcarom trudniej niż Niemcom, właśnie być może przez oficjalną wielojęzykowość.

4. Niemcy – tutaj panuje oczywiście niemiecki, chociaż zdarzają się języki mniejszości etnicznych, np. łużycki. Standardowy język niemiecki to zachodniogermański, który jest klasyfikowany obok języka angielskiego i ma z nim wiele wspólnego. Niemcy bardzo dobrze mówią po angielsku, nawet ci ze starszego pokolenia, ponadto są przyjaźni i pomocni. Jednak ich ogromną sympatię wzbudza najmniejsza choćby próba posłużenia się niemieckim.

5. Dania – raj dla anglistów. Każdy – kilkuletnie dziecko, nastolatka, sprzedawczyni w sklepie, emeryt, robotnik – mówi bardzo dobrze po angielsku, a Duńczycy są tak przemiłym narodem, że z cierpliwością wysłuchają nas do końca, nawet jeśli popełnimy mnóstwo błędów i nie będzie nas można zrozumieć od razu. Oprócz tego Duńczycy uczą się też innych języków obcych, w tym szwedzkiego. To zabawne, ale wielu Szwedów jedzie do Danii przekonanych, że bez problemu będą komunikować się po szwedzku, bo przecież ich język jest do duńskiego bardzo podobny. Do pewnego stopnia tak jest, ale może to także stanowić nie lada językową pułapkę, bo jednak języki różnią się chociażby słownictwem. Podobne odczucia może mieć Polak mówiący po polsku w Czechach, ale wiele słów polskich ma po czesku zupełnie inne znaczenie (tzw. fałszywi przyjaciele).

6. Słowacja – tutaj akurat rzeczywiście można spokojnie dogadać się mówiąc po polsku i słuchając odpowiedzi po słowacku. Te dwa języki są bardzo podobne i nie różnią się nawet zbytnio leksykalnie (ale uwaga! burka to po słowacku burza, a nasza herbata oznacza garbatą kobietę). Słowacy często proszą Polaków, żeby nie mówili po angielsku, tylko po polsku, bo sami dopiero niedawno zaczęli intensywnie uczyć się języków obcych. Ja zostałam nawet po słowacku oprowadzona po jednym z muzeów, bo przesympatyczna pani widziała, że dużo rozumiem.

7. Francja – z moich osobistych doświadczeń nie wynika absolutnie, że Francuzi nie chcą mówić po angielsku. Nie spotkałam się ani razu z niechęcia, no może w Paryżu, ale ten jak każda stolica ma swoje kaprysy. Na północy (Cherbourg, Rouen, Nancy) mieszkańcy nie okazują absolutnie żadnej wrogości turystom mówiącym po angielsku, jednak na prowincji należy uważać, bo dużo osób, zwłaszcza tych ze średniego i starszego pokolenia, nie zna angielskiego.

8. Włochy, Grecja, Hiszpania – tutaj wszystko zależy od tego, gdzie się udamy. Po angielsku, niemiecku, czasami po francusku dogadamy się w dużych miastach, ośrodkach turystycznych, na wybrzeżu. Natomiast w małych, zacisznych miejscowościach możemy liczyć na nieco angielskiego lub dogadywanie się… na migi. Rekompensuje to wszystko bardzo sympatyczne podejście mieszkańców, którzy na migi lub nie, ale na pewno dociekną, o co nam chodzi.

Nie jestem w stanie opisać wszystkich krajów lub narodów, jednak warto przed wyjazdem sprawdzić, jakimi językami lub nie posługują się lokalni mieszkańcy, do jakiego regionu językowego wyjeżdżamy, dlaczego być może w jednym mieście spotkamy kilka języków oficjalnych, a w innym jeden. Nie bójmy się na pewno mówić i sprawdzać, jak dobrze znamy język, niekoniecznie angielski. Pozwólmy mieszkańcom odczuć satysfakcję z tego, że znamy choć jedno słowo lub zdanie w ich języku – miłość po grób gwarantowana!

Wróć